- Też cię kocham. Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. - Postawił Mikaha na ziemi i odwrócił się do kobiety. - Jesteś naprawdę wytrwałą kobietą. Naprawdę, nie miałbym ci za zle gdybyś postanowiła sobie ułożyć życie z kimś innym lub była w tym czasie z kimś innym. Pokręciłam włosy i zrobiłam mocniejszy makijaż. Byłam już gotowa, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, wzięłam torebkę oraz telefon i zbiegłam na dół. W salonie Pani Victoria rozmawiała z mamą. Poznały się, gdy mama Leo jeszcze na początku naszej znajomości przyjechała po niego. 2 / 19 Anna Lewandowska razem z innymi WAGs Barcelony. Żona "Lewego" udostępniła na swoim Instastory zdjęcie, do którego pozowała z żoną Sergiego Roberto Coral Simanovich, dziewczyną Frenkiego de Jonga Mikky Kiemeney oraz żoną Marca-Andre ter Stegena Danielą. Dodajmy, że nie było to pierwsze spotkanie Lewandowskiej z partnerkami Kiedy się obudziłam zobaczyłam Rusha, który leżał obok. No tak nocował u mnie. Wczoraj dużo rozmawialiśmy. Mogłam się mu wygadać. Dawno nie spędzaliśmy razem czasu, tylko we dwoje. Brakowało mi tego cholernie. Rush i ja oddaliliśmy się od siebie, ale mam zamiar to zmienić. Sześć lat wcześniej siatkarka Anna Grejman opublikowała na Instagramie zdjęcie z kolegą po fachu, które zelektryzowało polskie media. Dziś świata poza sobą nie widzą. "Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało" — wyznał kiedyś "Kuraś" ukochanej. Skarbie, jesteś najlepszym punktem tej imprezy. Britta! Cariño, eres lo mejor de la noche. Leo, jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Leo, eres lo mejor que que me ha pasado nunca. Más traducciones en contexto: usted es el mejor, eras el mejorusted es el mejor, eras el mejor Ciągle myślę o dniu kiedy mogłem się obudzić i wiedziałem, że jesteś w pobliżu, chociaż myślałem że to tylko sen. Ale nie był. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało i mam nadzieję, że ty też możesz to samo powiedzieć o mnie. - zdała sobie sprawę, że obracała pierścionek dookoła, a wiadomość się zmieniała. Zobaczyłabyś, jak bardzo jesteś dla mnie wyjątkowa i że jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Ścisnąłem ten naszyjnik naprawdę mocno, wypełniając go moją miłością i energią. Jeśli kiedykolwiek mnie przy tobie nie będzie, a będziesz potrzebowała przytulenia, chwyć ten naszyjnik blisko siebie, aby poczuć moją Była siatkarka na meczu pojawiła się w charakterystycznej opasce, którą wykonała fanka Biało-Czerwonych z Filipin. Nie inaczej było w niedzielę. Na finał Ligi Narodów żona kapitana kadry również założyła opaskę z podobizną męża. "Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało". Historia miłości Bartosza Kurka i jego żony Ciągnie mnie do niej cholernie i ta cała przyjaźń nie ma mowy, żeby się sprawdziła. Za każdym razem kiedy ją dotykam, kiedy patrze jej w oczy to jest niedopisania. Jest jeden wielki problem, jak jestem z nią to czuje się wspaniale, mógłbym z nią spędzać całe dnie, ale jak wracam do domu to uświadamiam sobie, że jestem Y9uwQT. Home Książki Literatura piękna Najlepsze, co mnie w życiu nie spotkało Każdy pamięta swoją pierwszą miłość. Holly z pewnością pamięta Aleksa. Chociaż dziesięć lat temu uznała, że bycie razem nie polega na wspólnym nagrywaniu kaset z ulubionymi piosenkami, wciąż nie może znaleźć swojej drugiej połowy. Potajemne randki z szefem nie są spełnieniem jej marzeń o szczęśliwym związku. A co, jeśli dawne uczucie nigdy nie wygasło? Alex chce wykorzystać do cna każdą chwilę w swojej pracy. Rozpoczyna nowe życie i jest prawie pewien, że wyprowadzka do Londynu nie ma nic wspólnego z Holly. Prawie… Pierwsza miłość, druga szansa. Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni. Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie: • online • przelewem • kartą płatniczą • Blikiem • podczas odbioru W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę. papierowe ebook audiobook wszystkie formaty Sortuj: Książki autora Podobne książki Oceny Średnia ocen 5,9 / 10 63 ocen Twoja ocena 0 / 10 Cytaty Powiązane treści Grzmot huknął niemiłosiernie. Aż podskoczyłam. Po raz kolejny się błysnęło, a ja mimowolnie spojrzałam w tamtą stronę. W kryjówce drzew zauważyłam ciemną postać. Serce podskoczyło mi do gardła. Wytężyłam wzrok i powoli negatywne emocje opadły. To był James. Co on tu robił? Uśmiechnął się smutno, jakby na pocieszenie, a ja nic. Po prostu patrzyłam na jego smutną twarz i aż coś mi się robiło. Takie dziwne uczucie, którego wcześniej nie doznałam. Jakby była nie na tym miejscu co trzeba, choć w ramionach Chrisa było mi nadzwyczaj wygodnie i nie chciałam przerwać tego co się między nami zawiązywało. Jednak to zrobiłam, a uczucie nie znikało. Kolejna błyskawica spotkała na swej drodze brunatną ziemię. Tuż przy drzewie. To była jedynie chwila, która dla mnie zdawała się wiecznością. Patrzyłam jak drzewo upada. Jak gałęzie łamią się z głośnym trzaskiem, któremu akompaniują kolejne grzmoty i błyskawice nadają niesamowitego wyglądu. Niebo było granatowe, rozświetlanie jedynie piorunami tkającymi na nim sieć jak pająki. A ja patrzyłam. Patrzyłam na upadłe drzewo. - Choć, odwiozę cię do domu – z zamyślenia wyrwał mnie głos Christophera. Pokiwałam jedynie głową na znak zgody. Nawet nie zauważyłam kiedy stałam się cała mokra i drżałam. Po kilku minutach męczącego marszu, nareszcie dotarliśmy do ciepłego samochodu. Było już stosunkowo późno. Siedziałam w ciszy na miejscu pasażera i obserwowałam ślepo jak auto delikatnie posuwa się po mokrej szosie. Tak płynnie, jakby ledwie co jej dotykało. - Pojadę – jedno słowo przebiło ciążącą ciszę na wskroś, jak strzała. Dennis niespodziewanie spojrzał na mnie jakby nie bardzo wiedział o co mi chodzi. W sumie mu się nie dziwie. Taka tam mokra wariatka gada od rzeczy. - Pojadę z tobą do tego akademika czy czegoś – rozwinęłam swoją poprzednią myśl. Twarz bruneta zdecydowanie się rozjaśniła. Wzrok z powrotem ulokował na drodze, tym razem w pełni zadowolony. - Dziękuję – powiedział po chwili. Czy tak będzie wyglądać cała nasza rozmowa? Na krótkich zdania wypowiadanych w minutowych odstępach? Jednak nie to mnie najbardziej martwiło. Był obraz, który nie chciał wyjść mi z głowy i zdecydowanie uniemożliwiał mi trzeźwe myślenie. - Melissa, jak ja cię dawno w domu nie widziałam – powiedziała z uśmiechem Margaret. Uśmiechnęłam się, muszę przyznać, że trochę na przymus. Nie obwiniajcie mnie, ale strasznie się niepokoję. Przytuliła mnie i od razu się odsunęła. - Jesteś cała mokra. Idź się przebrać, ja zrobię ci herbatę – posłałam jej w podziękowaniu najpiękniejszy uśmiech na jaki mnie było w tej chwili stać. Pobiegłam na górę, przeskakując co drugi schodek. Od razu wpadłam do mojego pokoju i skierowałam się do dość obszernej szafy. Wyciągnęłam z niej jakąś luźną bluzkę, spodnie i suchą bieliznę. Szczerze miałam dość mokrej, która była nie wygodna, delikatnie rzecz ujmując. Przekroczyłam próg małej, ale za to własnej łazienki, przedtem zamykając za sobą drzwi. Prysznic okazał się w tej chwili zbawienny. Wyszłam wolna od wszystkich nieprzyjemności dzisiejszego dnia. Od dziwnej rozmowy o doktorze Hilsonie po jeszcze dziwniejszą prowadzoną podczas drogi powrotnej. Ubrałam się szybko i popatrzyłam w swoje odbicie w lustrze. Najlepiej to nie wyglądałam, ale najgorzej też nie było. Postanowiłam związać włosy w luźnego koczka i odświeżyć twarz raz jeszcze. Zimna woda spływała mi po policzkach, a ja czułam się coraz lepiej. Spojrzałam na moje nadal mokre dłonie i zauważyłam coś przerażająco dziwnego. Na mojej lewej dłoni połyskiwał jakiś celtycki splot w postaci wdzięcznego okręgu. Zamrugałam parę razy mocno przestraszona. Nadal nietypowy znak wieńczył moją dłoń. Co ze mną jest nie tak!? Ochlapałam twarz zimną wodą po raz kolejny i spojrzałam na swoje odbicie. Moje oczy zrobiły się jeszcze bardziej złote niż wcześniej. Akurat o tym Cassie mnie uprzedzała. Odetchnęłam głęboko osuszając twarz. Oparłam się o umywalkę oburącz, wciąż nie otwierając oczu, zagłębiając się w mojej małej, osobistej oazie spokoju. Oddychałam głęboko. Raz, drugi… - Myślałem, że jesteś mądrzejsza – podskoczyłam do góry. Momentalnie otworzyłam oczy. W uszach słyszałam bicie mojego serca, której jakby zawładnęło głową i wydawane przez niego dźwięki obijały się o ściany mojej czaszki. Odwróciłam się i w drzwiach ujrzałam Jamesa. Chciałam zareagować natychmiastowo, ale odebrało mi mowę. Potrafiłam tylko stać i patrzeć na postać opartą o framugę drzwi. Co mam powiedzieć najpierw? Co tu robisz? Jak tu się znalazłeś? Przestraszyłeś mnie? Zdecydowałam się na: - O czym ty mówisz? – oczywiście mogłam się postarać wykrzesać z siebie coś inteligentniejszego, ale mój umysł w takich chwilach zdecydowanie ze mną nie współpracuje. Wyprostował się. - Naprawdę uważasz, że pojechanie do tej akademii jest dobrym pomysłem? – uniósł brwi odpowiadając pytaniem na pytanie. Unikałam jego wzroku jak ognia, żeby nie dopatrzył się w moich oczach wahania. Co mogę poradzić? Nie byłam pewna niczego. - Dlaczego bym miała nie jechać? – ciągnęłam rozmowę opartą na pytaniach bez odpowiedzi. - Pomyśl… jedziesz tam z ludźmi, których ledwie znasz – jego głos wydawał się… rozmarzony? – By spotkać ludzi, których są tacy jak oni. Beznadziejnie posłuszni temu co tobie jest nie na rękę, czemu ty się sprzeciwiasz – dawał nacisk na ‘ty’ jakby chciał mnie tym urazić albo dać do myślenia, obie wersje nie były mi na rękę. Nie chciałam się nad tym zastanawiać. Miałam dwa wyjścia: albo jechać, albo się nie zgodzić i zamienić swoje życie w piekło pod wdzięcznym patronatem ‘nowego, złego burmistrza Reeda’. Wybrałam niesamowicie tchórzowską wersję, czytaj: tą pierwszą. - To bardzo rozsądne z twojej strony – ironia, no tak. – Plus: mogą się dowiedzieć, że nie wzięłaś remedium. Uuu… niegrzeczna Mel – jego irytujący uśmieszek sprawiał, że miałam go ochotę spoliczkować tu i teraz. - Skąd ty tyle o mnie wiesz?! Śledzisz mnie?! Co ty tu w ogóle robisz? - Też się zastanawiam – zaczął udawać zamyślonego, a mi dłonie już uformowały się w piąstki, niestety moja siła była ograniczona, ale już czułam jak moje paznokcie boleśnie wbijają mi się w skórę. – Coś mnie do ciebie przyciąga Cukiereczku – zmarszczyłam brwi i przymrużyłam oczy, co za dupek. - A mnie do ciebie nie, wręcz przeciwnie. Irytujesz mnie koleś. - I tak mnie uwielbiasz - o rany, jak można być aż tak bezczelnym… najwyraźniej można, właśnie oto tu, przede mną stoi na to niezbity dowód. Odwróciłam się do niego, próbując go ignorować. No ale cóż, widocznie to niemożliwe. Podszedł do mnie. Stanął tak blisko, że czułam ciepło jego ciało na sobie. Przeszły mnie ciarki, ale nie te ze strachu i w tym problem. On źle na mnie działa. Ten chłopak wróżył kłopoty od samego początku. - Uwierz, że jestem najlepszym co cię w życiu spotkało – wyszeptał mi do ucha, a ja stałam jak wryta. - Aaaa! – usłyszałam krzyk Margaret, na szczęście z czegoś się cieszyła. – Mel! Nie uwierzysz! – pisnęła jeszcze raz. – Musisz to zobaczyć! – krzyczała, a mnie już dochodziły jej kroki obwieszczające wszem i wobec, że pokonuje już pierwsze schodki. - Zostań tu – powiedziałam tonem nieznoszącym sprzeciwu, który był nabyty od mojego taty. Kiedy go używał, wiedziałam, że mam zrobić to co mi karze. Na szczęście jestem dobrą uczennicą, a James posłuszny, choć ten jeden raz. Zdążyłam zatrzasnąć drzwi łazienki, a wparowała uśmiechnięta od ucha do ucha Style. - Patrz! – trzymała w ręku dwa, nowiutkie bilety lotnicze do Paryża. Tutaj trzeba nadmienić, że mało się nie posikała jak nadarzyła się okazja wygrania ich. – Wygrałam! – pisnęłam po raz kolejny i mnie przytuliła. W tej samej chwili z łazienki wydobył się huk, jakby zbita doniczka. Jakże ożywiona Margaret od razu wkroczyła do akcji i nim się obejrzałam już naciskała klamkę. Przez mój umysł przeleciały dwie myśli: „co za idiota” i „jestem martwa”. -------------------------------------------------------------------------------- Hej Miśki! Muszę się Wam przyznać, że nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału, ale postaram się poprawić w następnych. + proszę komentujcie, bo nie wiem czy jest sens to ciągnąć. Pokazaliście mi, że potraficie dobić do 70 wyświetleń dziennie i teraz serce mi się kroi jak licznik nie pokazuje nawet 20. Piszę dla siebie, fakt, ale chciałabym, żeby mnie ktoś zauważył! Więc… dla Was to tylko chwila, a dla mnie bardzo wiele. Nie chcę wprowadzać zasady wymuszania komentarzy, chcę byście sami je wstawiali, ale faktycznie to róbcie, bo jeśli nie będzie żadnej aktywności to pierwszym moim krokiem będzie ogłoszenie reguły 5 komentarzy, kiedy się pojawią chociaż w tej ilości, pojawi się kolejny rozdział. Proszę nie każcie mi tego robić! Wasza Candice xx. Ps. Przepraszam za tak chaotyczną wypowiedź xDPPs. Jeśli ktoś chciałby być informowanym, proszę najlepiej o twittera, tak jest najwygodniej ;** Rozdział 5. I pomyśleć że teraz nie mówimy do siebie zwykłego 'cześć' na ulicy... Dedykacja dla : Emili Prasil : Mojej Najwspaniajszej przyjaciółki na świecie ♥ Kocham cię :* Myśle że Ci się spodoba to co dla ciebie napisałam! ;D Przez zasłony prześwitywało słońce... Zaspana rozglądnełam się po pokoju. Spostrzegłam że nie jestem w swoim 'apartamencie'. Przestraszona podniosłam odrazu pościel. Zauważyłam że jestem w samej bieliźnie. Usiadłam na boku rogu łóżka i zaczełam płakać. Skąd mogłam wiedzieć gdzie jestem? Co ja tamtej nocy robiłam?.. Nagle usłyszłam kroki. Spowrotem weszłam pod pościel, przymrugając jedno oko i nadal się rozglądając. Nagle zauważyłam Jacka i już niczego się nie bałam. Otworzyłam oczy. Jack był ubrany w szary dres i szarą bluze. Wyglądał tak słodko.. - Widze że już wstałaś , śpiochu. - powiedział z uśmiechem na twarzy. - Chodź coś zjeść. - Co się wydarzyło wczoraj , wyggdukałam cicho. Bardzo bolała mnie głowa. Kacyk.. - Nic takiego.. - odpowiedział. -Przecież wiem że coś było na rzeczy.. - Okey. Opowiem Ci wszystko po śniadaniu. Dobrze? - Zgoda. - odpowiedziałam. Pomłógł mi wstać i poprowodził mnie za rękę na taras gdzie już czekało naprzeciwko jego. - Mogą się tu zlecieć moi koledzy. Uważaj. Jakby co.. - powiedział i zaśmiał się pod nosem. - Są nieco dziecinni i będą sie Ciebie pytać o wszystko. - Okey. Chętnie ich poznam. - uśmiechnełam się. - Heeeeeeeeeeejjjjjj! - Zawołało dwóch chłopaków. - Ale mam kaca. - powiedział jeden. Max --> Brunet Oskar ---> Blondyn - Trzeba było tyle nie pić , ciotko - powiedział Jack. - Odezwał się ten , który nie pije! - odpowiedział. - Jestem bardziej odpowiedzialny od Ciebie. - A tak wogóle to to jest Ania. - Moja koleżanka. - powiedział. - Oo Hej! - Miło mi cię poznać. - powiedział jeden. - Jestem Oskar. - Mi Cię też. - A ja jestem Max. - powiedział drugi. - Mów mi Maxi. - Siemka Maxi. - zaśmiałam się. - Ciesze się że moge was poznać. - A jak my się cieszymy - powiedział Max. - Jack nam wiele o tobie odpowiadał , jaka jesteś wspaniała i wgl.. - Hahha. - Naprawde? - zdziwiłam się. - Dobra,dobra chłopacy nie zmyślajcie. - My już lepiej pójdziemy.. - odpowiedział Jack i pociągnął mnie za rękę. - Twoi koledzy są naprawde uroczy.. - zaśmiałam się. - Bez przesady. - Chodź dam Ci coś z mojej szafy. ( Do tej pory byłam w szafrloku). - Przecież mam swoją sukienke! - Obrzyganą i potarganą.. - powiedział. - Jak to? -Co się wczoraj działo? Możesz mi powiedzieć wszystko? - Naprawde nic się nie wydarzyło o czym własnie myślisz. To nic takiego. - Chyba nie wylądowałam w... - i tu mi przerwał. - Nie! W życiu! - powiedział. - To w takim razie co się stało? - zapytałam. - Nap... - przerwałam - Musiało coś zajść skoro wylądowałam u Ciebie! - powiedziałam. - Więc twój kochany kolega czy tam przyjaciel Eryk.. jeśli dobrze pamiętam upił się do nieprzytomności. - Skąd ty to wiesz? Przecież go nie znasz.. - powiedziałam. - Wykrzykiwał swoje imie na całą impreze.. Więc on.. Upił się i zarywał do każdej panienki , która tylko była w pobliżu. Upiłaś się. Naszczęście ja jeszcze trzeźwo myślałem. Zaczął zarywać do Ciebie. Ogólnie to zaczynał rozpinać Ci sukienke. Wiec mu przywaliłem... - What the Fuck?! - No mówie że mu przywaliłem. - Anka słuchaj ja nie chciałem ale jak widziałem że się do Ciebie zbliża to co miałem zrobić? Powiedzieć: Rób sobie co chcesz?! - Nie mogłem tego tak zostawić. - powiedział i grzebał w szafie za ubraniami dla mnie. - Ale czy musiałeś go bić?! - Mogłeś mu coś powiedzieć.. - Do takiego pijanego kolesia nic by nie dotarło. - W sumie prawda. - Sama powiedział podając mi bluze i spodnie od dresu. - Dzięki. - Wiesz ale i tak musze sprawdzić co u niego. Nie musiałeś odrazu go bić! To mój nalepszy kumpel i by mi nic nie zrobił , naprawde... - Dziwne. Widziałem co innego. - Co? - Rozpinał ci sukienke , a później podciągnął ją do góry. - Zdążyłem na czas. Po prostu puściłem mu z łokcia. I się ogarnął. - Krwawił ? - zapytałam. - Nie wiem. Zająłem się tobą. - powiedział. - Powinieneś zająć się nim , a nie mną! - Gdzie moge się przebrać? - zapytałam troche zła. - W łazience. - Tutaj. - pokazał. - Ok. To ide. Byłam zła na Jacka. (Dżejka). Musiał go uderzyć? Może coś mu się stało.. Ale w sumie byłam też zła na Eryka. Wkurzył mnie. Jak młógł mnie tak zostawić! : Ide po Whisky po czym nie wracam wogóle? Zostawił mnie. Myślałam że ten wieczór (noc i wieczór) będzie inaczej wyglądała! Zupełnie inaczej sobie ją wyobrażałam. Czy tak czy tak musze sprawdzić co i jak u Eryka. A tak uciekając od tematu ta bluza była wspaniała. Ubrałam się w nią i uczesałam w koka na byle jak. Zawsze nosiłam gumke zawiniętą na rękę. - Wyglądasz przepięknie w tej bluzie. - powiedział. - Wkońcu twoja. Tak? - Daje ją tylko wyjątkowym osobą. - odpowiedział. - I to ja jestem tą wyjątkową? - uśmiechnełam się. - Zdecydowanie Takk. - Jesteś kochany, ale pewnie podrywasz tak wszystkie. - powiedziałam. - Tylko Ciebie , mała. - Haha. Ty też do mnie zaczynasz mówić mała? Ooo nie! - zaśmiałam się. - Widocznie pasuje to do Ciebie widzisz! - Kto do Ciebie tak jeszcze mówi? - zapytał. - Eryk. - Ten dupek.? -Nie mów tak o nim błagam cię nic ci nie zrobił. - Ale by zrobił Tobie nie rozumiesz? - Nic by nie zrobił! Może jedynie by mnie pocałował. Nic więcej. Zresztą ty masz dziewczyne więc czemu cię to obchodzi!? - Tak jakby nie mam. -Tak jakby.. Dobra wiesz już mi się odechciało z tobą gadać. Ciuchy oddam ci jutro albo jeszcze dzisiaj. - Cześć. - Chcesz iść do niego żeby jeszcze coś ci się stało? - Przy Eryku jestem bezpieczna Jack!! - Nie widać. - Cześć! - wyszłam i trzasłam drzwiami. Przeszłam przez taras gdzie zastałam Maxa. - Już idziesz, ślicznotko? - powiedział. - Tak , niestety. Twój kumpel jest arogancki i dziwny. Nic nie poradze. - Dobra jak chcesz. - Przejdzie mu , nie przejmuj się, mała. - Nie będę , cześć. Cześć. Szłam uliczką. Szłam i szłam. Myślałam nad wszystkim. Może Jack mi nie mówi prawdy o wczoraj? Przyspieszyłam krok gdy przypomniał mi się Eryk. Weszłam do 'domu' i poszłam do 'pokoju' Eryka. - Eryk! Jak z Tobą!? - zapytałam. - Nic takiego... Zauważyłam że miał podbitą wargę, rozwaloną noge i śliwe na oku. To chyba nie była przyczyna "Łokcia" Jacka?... - Pokaż mi się! - wziełam wacik z łazienki i polałam na niego wode utlenioną. - Zostaw! - To nic naprawde. - powiedział. - Chyba widze nie jestem ślepa! - Pokaż.. - Ałł.. - przyłożyłam do jego nogi wacik. Wszystko porządnie przetarłam. Zrobiłam mu dokładny okład. Rana była duża. Nie wiem czy będzie młógł się kompać z nią w słonej wodzie. Czy to przez Jacka? O co chodzi do cholery? Ta śliwa mogła być przez Jacka ale warga i ta noga? Rana na nodze dochodziła do mięsa.. Była przerażająca. - Opowiadaj co się stało? - zapytałam. - Nic , przewróciłem się. - Mhm. Już Ci wierze , kochanie.. - zakpiłam z niego. - Dobrze , dobrze.. - No mów. - Wszystko zaczeło się od tego że poszliśmy na tą głupią impreze i wydarzyło się coś co wydarzyć się nie powinno. - Tak już to wiem. - Proszę o dalszą część! - Zostawiłem Cię. - Nie pamietam wszystkiego ale dużo jak kogoś 'opitego'. Poszłem po Whisky. Tak długo stałem w kolejce że aż mi się odechciało więc zawróciłem i zauważyłem cię z tym.. zastańcem. - Jackiem? (dżejkiem) - Dokładnie Tak! - To nie jest zasraniec po pro... -Jest! I mi nie przerywaj! -Sam mi przerywasz! -Okey. Wróciłem i jak zauważyłem cię z tym całym Jackiem to myślałem że go rozwale. Ale i tak nie miałem z nim szans , więc postanowiłem się upić i zaszaleć. Nie powinnienem.. Nie pamiętam z iloma babkami tańczyłem i się całowałem. Nie wiem czy zrobiłem czegoś czego powinnienem nie zrobić. Miejmy nadzieje że nie.. Słuchaj Ania ja cholernie żałuje. - Dobrze. - Nie przymilaj sie do mnie lepiej powiec co ma to związek z rozwaloną nogą, wargą i śliwą na oku?.. - Pobił mnie twój kolega. - Ale z łokcia nie? - Ania.. Nie wiem co Ci powiedział ale to chyba nie wygląda na zwykłą bitwe z łokciem , co? Zacząłem zbliżać się do Ciebie i dostało mi się. W sumie go rozumiem. Najpierw w oko , potem w warge. - A noga? - zapytałam. - Z nogą było tak że jak wracałem zaliczyłem przewrotke.. z fikołkiem. Wpadłem w gąszcz winogrono... - Hahhaa - zaczełam się zmiać. - To nie jest śmieszne. - No tak powaga - uśmiechnełam się. - Super że mi wszystko wyjaśniłeś. A co my tak ogólnie robiliśmy , no wiesz.. jak się do mnie 'zbliżyłeś'.. - Pociągnąłem Cię za rękę.. następnie.. - zawachał się. - Następnie?.. - Obdarzyłem Cię pocałunkiem. - Nie martw się jednym. A później mi się dostało. - Tylko za to? - No tak. Przepraszam. - Nic się nie stało! Przecież to nic takiego , byłes pijany. Ludzie robią różne rzeczy po pijaku. - Ale powinnienem wrócić ,a nie Cię zostawiać. - No takk... - Co później się wydarzyło? - Nie pamiętam. Urwał mi się film. - Mhm.. - Ide się przebrać. - powiedziałam i wstałam z łóżka. - Byłas u niego? - zapytał zasmucony. - Tak. Nie wiem dlaczego i jak się tam znalazłam. - Dziwne.. - I to jak! - Dobra ide się przebrać. - i poszłam powiedzieć Bratu i Sarze że żyje. Troche się zastanawiałam przy przebieraniu dlaczego Jack mnie okłamał. Przecież to niedorzeczne! Chciał żebym u niego po prostu spała? A może się coś tam wydarzyło?.. Nie.. Niemożliwe. Ubrałam się szybko w coś na luzie. Bluzke na ramiaczkach, krótkie spodenki i zarzuciłam 'kurteczke' wojskową . Kochałam ją.. Spakowałam ubranie pożyczone przez Jacka do torby , wziełam telefon i zrobiłam sobie na 'szybko' kanapke z dżemem. - Gdzie się wybierasz? - Już chyba dość zabalowałaś , tak? - powiedział Tom. - Tak, tak , braciszku, wiem! - Ale naprawde musze coś załatwić. - Ok. - Bądź zaniedługo! - Postaram się! - i wybiegłam. Zmieżałam w kierunku Jacka. Chciałam mu oddać jego rzeczy i dopowiedzieć trzy grosze... Zapukałam mocno w drzwi do jego 'apartamentu' . - Heej! - Wchodź, mała! - powiedział Max , który otworzył mi drzwi. - Ty pewnie do Jacka? Nieprawdaż?.. - Tak , dokładnie. - Szkoda że nie do mnie. - powiedział z uśmiechcem. - Haha. - Jesteś uroczy - zaśmiałam się, kiwając głową. - Tak , wiem! - A ty piękna! - powiedział znowu uśmiechając się , a ja sie nieco zarumieniłam. - Dziękuje , ale nie! - Tak , mała , zdecydowanie Tak. - Fajnie że wkońcu mój kumpel znalazł super dziewczyne. - Ale my nie jesteśmy razem.. - Przecież on ma dziewczyne, tak? - Coś się pomiędzy nimi zmieniło.. - Chyba go zdradziła.. Pogadaj z nim. Pewnie Ci powie. - Nie byłabym tego taka pewna. Okłamał mnie. - Uuu.. Nie fajnie. - Dobra idź lepiej do niego! Jest na górze - pokazał palcem na schody. - Ok. - Miałam zamiar już zacząć wbiegać po schodach ale się wróciłam obdarzyłam Maxiego pocałunkiem w policzek i pobiegłam. Widziałam że był taki szczęśliwy jak poszłam.. Myślałam że rozwali stół.. To cudowne uczucie.. Wydaje mi się że mu na mnie zależy. - Cześć. - powiedziałam. - Hejj , mała wchodź. - powiedział Jack , który właśnie siedział opierając się o ściane. - Proszę.. - oddałam mu bluze. - Nie musisz.. -Masz! - Ok. Dzięki. - Czemu mnie okłamałeś? - Wytłumaczysz mi? - Ale z czym? - Błagam Cię nie udawaj że jesteś głupi i nic nie wiesz.. - Okłamałeś mnie! Pobiłeś Eryka. Ma śliwe na oku! - Tak.. Wiem. - Tak wiem? Myślałam że będziesz zaprzeczał! - Po jaką cholere? - Masz szczęście że uratowałem Cię przed popełnieniem najgłupszego błędu na świecie! - Może wcale by nie był głupim błędem! - powiedziałam. - Mogłem Ci nie pomagać.. - Mogłeś! - Ale to zrobiłeś! Widzisz to był twój błąd. - Nie moja wina że jesteś dla mnie bardzo ważna! - wziął się za głowe. - Mhm.. Twoja! Jak widać czasem tak bywa. Przestań wciskać mi kit. Pobiłes mojego najlepszego kumpla i mówisz że dlatego że jestem dla Ciebie bardzo ważna? Pff.. Słaboo! - Słabo.. Masz racje. Ale nie moge nic więcej powiedzieć jak tylko że jesteś cudowna. Poznałem Cię wczoraj i odrazu się w tobie zakochałem. - nagle wstał i oparł się o parapet rękami. - Doprawdy? - zakpiłam. - Tak doprawdy. - Możesz mi powiedzieć co sie wczoraj wydarzyło po ty jak pobiłeś Eryka? - Zabrałem cię z tamtąd. - Wziąłem na ręce i zaniosłem tutaj. Nic więcej się nie wydarzyło. Naprawde. - zauważyłam jak się do mnie zbliża. - Dobrze świetnie. - Myśle że nie kłamiesz. - Przepraszam za wszystko. - Nie przepraszaj! - Spoko. Rozumiem że nie mogłeś na to patrzeć. - Uff.. - Ale zaraz , zaraz mogłeś troche zachamować! Myślisz że teraz co? Będę Ci mówić jaki to ty nie jesteś...? Jack zaczął się do mnie zbliżać i zbliżać. - Czemu tak dziwnie podchodzisz? - spytałam. - Po to.. - pociągnął mnie za biodra i mocno pocałował. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Heeej Kochani! Długo czekaliście.. Wiem! Ale był on dla mojej kochanej przyjaciółki ♥ Pisałam go długo ponieważ nad nim szczególnie się starałam! To dla Ciebie Fiolet ; Dzięki że jesteś ♥ Kc ;* Pozdrawiam i prosze o Komy ;D Ten wpis nie będzie wypowiedzą ekspertki w temacie karmienia, nie będzie też zbiorem porad dla osób, które mają jakieś problemy z laktacją. Będzie to moja kolejna kartka z pamiętnika o tym jak wiele Sara wniosła do mojego życia i jak wiele dzięki niej odkryłam. Bycie mamą nie jest łatwe, to na pewno wiecie, ale w byciu mamą najtrudniejsze jest to, że wszystko co wybierzecie, bądź zdecydujecie, może zostać skrytykowane. Na każdym kroku spotykasz się jako matka z kilogramem dobrych rad. Jesteś oceniana na każdym kroku i na każdym kroku Twoje macierzyństwo wystawiane jest na próbę. Zaczyna się to już na samym początku gdy walczysz o laktację i próbujesz dać dziecku to – co najcenniejsze. Przyznam się Wam zupełnie szczerze – denerwuje mnie, że w naszej polskiej mentalności matek jest tyle zawiści i krytyki w kwestii karmienia piersią. Nie wiem, czemu każda z kobiet próbuje udowodnić, że to ona jest najlepszą matką. Może po prostu nie trzeba nic udowadniać tylko być tą najlepszą matką dla swojego dziecka ? Denerwują mnie te pytania: „Karmisz czy dajesz mieszankę?” To słowo „mieszanka” bulwersuje mnie najbardziej. „Jak Twoje piersi? „Nabrzmiałe? Nie? Uuuu to zobaczysz za chwilę! Lepiej kup już kapustę” „Mała ssie?” „Ale duża, ona się na pewno obżera!” „Budzi się w nocy? Nie??? Boże, głoduje!” „Płacze – głodna!” Mogłabym tak w nieskończoność. Nie będę tej złości rozwijać, chciałabym tylko z tego miejsca zaapelować do wszystkich tych osób, którym takie pytania łatwo przychodzą. Proszę byście delikatniej i subtelniej pytali świeżo upieczone mamy o ich doświadczenia z laktacją. W kilka godzin po porodzie one nie są jeszcze wielu rzeczy świadome i potrzebują dużo wyrozumiałości i wsparcia, a nie natręctwa. Piszę o tym, ponieważ wiem jak wiele osób z mojego otoczenia cierpi/cierpiało z tego powodu, z powodu tych czasem niewinnych pytań. Los był dla mnie bardzo łaskawy bo moja walka o laktację trwała dobę, jedną długą dobę pełną bólu, łez i ogromnej nadziei. To będzie mój drugi apel do Was, płynący z tego wpisu. Jeśli masz wybór i Twoje „karmić lub nie karmić piersią” wiąże się tylko z tym czy wytrzymasz ból – uwierz mi warto. Zaciśnij zęby i tłumacz sobie, że jutro o tej porze będzie lepiej. Nie bez powodu mówi się, że kobiety są silniejsze od mężczyzn. Bezapelacyjnie tak jest. Nie sądziłam, że karmienie piersią przyniesie mi tyle pięknych wzruszeń. Te nasze wspólne momenty z Sarą dają mi tyle radości i spełnienia. Pisząc to już mam mokre oczy bo wiem, że te chwile nie są wieczne i zaraz moja mała Kruszynka wydorośleje szybciej niż mi się wydaje. Mieć ją tak blisko, to jak na moment zatrzymać się w czasie. Jej duże oczka wpatrujące się we mnie podczas karmienia, czy błogi nieświadomy uśmiech w chwili po zaśnięciu na piersi znaczy dla mnie wszystko. Kocham ją nad życie i to właśnie głównie te momenty zapamiętam z jej okresu noworodkowego i niemowlęcego. To gdy mam ją tak blisko, gdy przytulam ją do siebie i głaskam po twarzy. Pamiętaj droga mamo, że jak już zawalczysz i się uda musisz zadbać o wygodę. Nie tylko Maluszka! Automatycznie jesteśmy tak zakodowane, że robimy wszystko by naszemu dziecku było najlepiej na świecie. To bardzo piękne, ale ktoś mądry uczulił mnie na to, że muszę też zadbać o swoją wygodę, w przeciwnym razie dziecko odczuje moje niedomaganie i często związany z tym stres. Już nie karmię zgarbiona i byle jak. Dbam o to by mieć podparcie pod ręką czy nogą. Karmiuszka, którą pokazywałam Wam zimą idealnie pomaga mi stworzyć wygodę dla siebie i córeczki. Jest też świetna do zabezpieczenia Sary w pozycji leżącej na boku – gdy obie uśniemy Karmiuszka to wielofunkcyjna poduszka wspierająca odpowiednią postawę Mam podczas karmienia piersią. Jest stworzona do karmienia piersią w pozycji naturalnej oraz na leżąco. W odróżnieniu od tradycyjnych „rogali”, Karmiuszka jest wsparciem w najbardziej intuicyjnych i naturalnych pozycjach do karmienia. Umożliwia wspólny odpoczynek z dzieckiem i nie wymusza pozycji siedzącej. Makulisty kształt, który pomaga w karmieniu w łóżku, na kanapie, na podłodze, w fotelu… wszędzie gdzie tylko masz na to ochotę. Bardzo ją lubię Kupisz ją TUTAJ Ważne są również dla mnie biustonosze. Nie wiem jak Wy, ale ja dobry miesiąc szukałam odpowiedniego dla siebie. Wiem, że laktacja po porodzie normuje się do 3 miesięcy i tak na prawdę powinnam przez pierwsze tygodnie nosić miekkie biustonosze bez fiszbin, ale nie mogłam się przekonać do takich modeli. Na rynku były jedynie miękkie topy sportowe, albo bardzo cieniutkie biustonosze bez żadnego usztywnienia, które na mój biust się po prostu nie nadawały. Dobrze, że przypomniałam sobie o marce Miss Anna Lingerie – pokazywałam Wam ją kiedyś na blogu w prezentowniku i okazało się, że sama skorzystałam ze swoich porad ! Wybrałam TEN model, jest w najlepszym na świecie kolorze i dla mnie okazał się być bardzo wygodny. Jest delikatnie usztywniany i nie ma fiszbin. Jest bardzo elegancki i nie wygląda jak typowe „namioty” do karmienia piersią! Tutaj macie więcej modeli z tej marki – są świetne! Dziewczyny! Jeśli planujecie zakup biustonosza, koniecznie skorzystajcie z podpowiedzi personelu tego sklepu. Cudownie jest porozmawiać z kimś, kto zna się na rzeczy i fachowo doradzi w kwestii doboru odpowiedniego biustonosza. Nie każda z kobiet może pozwolić sobie w pierwszych tygodniach po porodzie na usztywniany biustonosz i warto to z kimś omówić. Polecam Miss Anna sklep! Skoro już jesteśmy przy wygodzie i zakupach To koniecznie zajrzyjcie do GranatOVO. Znalazłam tam bardzo wygodne zestawy, które umożliwiają mi wygodne karmienie piersią. W swoim asortymencie mają wiele ciekawych pozycji dla przyszłych Mam oraz dla świeżo upieczonych Mam karmiących. Ważne, bo kobieta zasługuje na to aby czuć się komfortowo i godnie w każdej sytuacji. Wszystkie ich bluzki/bluzy do karmienia mają sprytną tzw. kieszonkę. Przód bluzki to dwie warstwy, jedna okalająca i zakrywająca brzuszek daje ciepło, szczególnie w nocy. Druga swobodnie opadająca pozwala w razie potrzeby wygodnie i dyskretnie karmić małego ssaka i dodatkowo maskuje niedoskonałości naszego pociążowego brzuszka. Używam tych zestawów o poranku czy wieczorem, gdy jestem w domu i muszę w wygodny sposób karmić Sarę. Zdecydowałam się na dwa zestawy: granatowy tshirt oraz szare szorty na cieplejsze dni oraz pastelową bluzę i szare dresy na chłodniejsze dni. Ten zestaw idealnie pasuje do dziewczęcego pajacyka marki GranatOVO, bardzo lubię te chwile gdy obie mamy na sobie podobne ubranka Chyba niebawem kupię nam coś o takim samym motywie i kolorze. O tak wygląda dziecięcy pajacyk. Jest niesamowicie mięciutki i wygodny. Sara go uwielbia. Szkoda, że rośnie tak szybko, niebawem z niego wyrośnie Kupisz go TUTAJ, a zestawy dla Mamy karmiącej TUTAJ A teraz prezent! Dziewczyny z GranatOVO przygotowały dla Was rabat ! Na hasło: Zaskocz Mame – macie u nich 7% rabatu na wszystko.